Sezon 2018

Pisząc ten tekst chcę podzielić się swoimi doświadczeniami, które udało mi się przeżyć przez ten cały, jak że piękny dla mnie okres karpiowania, od wczesnej wiosny do późnej jesieni tego roku. Jak to już w naszej pasji bywa jesteśmy skłonni zrobić wszystko, by złowić upragnionego jesiennego konia na którego mamy ''parcie''. Jednak mroźne już jesienne noce nie wszyscy są w stanie wytrzymać nad wodą i kończą wcześniej sezon, a na polu walki zostają tylko ci najbardziej wytrwali. Ale czy największe karpie biorą tylko jesienią ? A może chodzi nie o te najbardziej wyrośnięte okazy, a o te najbardziej piękne które są w tym okresie skłonne schylić się po naszą przynętę leżącą na dnie ? Hmm..

 

           Uważam, że nie tylko jesienią jesteśmy w stanie łowić te największe sztuki ale także latem, różnica polega na tym, że jesienią mamy większe szanse na duży okaz tylko dlatego ze zmienia się metabolizm u karpiowatych, większe osobniki szukają kąsków dobrej jakości,

które im serwujemy a myśl o zbliżającym się lodzie nie pozwoli im się oprzeć. W tym okresie szansa na mały osobnik mocno spada. Latem trzeba odpowiednio umieć się dobrać do tych większych, bo bywają czasem bardzo wybredne. Zaczynając ten sezon, założyłem sobie że złowię karpia 15+, to co się wydarzyło w późniejszym czasie przeszło moje oczekiwania. Łowiąc pierwszą rybę na drugiej zasiadce sezonu.  Był to amur 8.200kg

 

pomyślałem ze będzie to całkiem inny sezon niż zwykle, czas bardzo szybko zweryfikował moje oczekiwania. Dwa miesiące bez kontaktu z rybą to był straszny moment w sezonie. Wraz z narzeczoną i córka wybraliśmy się na łowisko w Kuźnicy w celu przełamania passy, lecz i tam ryba spięła mi się przed podbierakiem, pomyślałem - dramat. Pozostało podziwiać widoki z moją małą miłością.

           Kolejny wyjazd do Rostarzewa na łowisko z ukochanymi. Mile spędzona noc, wspólne 'karpiowe' śniadanko i po południu passa zostaje przełamana, łowię karpia. Wspólne pozowanie do zdjęć i ryba wraca do wody.

 

Teraz przejdę do sedna, 15 sierpnia po godzinie 8 rano łowie letniego konia, życiówka 21,500 kg

 

 

Niesamowite emocje towarzyszące podczas holu są nie do opisania, wreszcie moment podebrania i radość że mam go na brzegu, wygrałem, chciałbym zaznaczyć iż w noc poprzedzającą miałem 6 brań i zero ryb wyholowanych, praktycznie puste odjazdy. Łowiłem na długie włosy więc to mogło być przyczyna, nie zrezygnowałem z tego i opłaciło się. Pierwsza w życiu dwudziestka, a ja tylko marzyłem o piętnastokilometrowym karpiu. Po tej rybie worek się rozwiązał, wiedziałem już gdzie szukać dużych ryb i regularnie je łowiłem. Ostatnim karpiem, mam nadzieje że nie tego sezonu jest siedemnastokilogramowy lustrzeń

 

Reasumując... duże ryby nie koniecznie tylko jesienią, ale z powodzeniem i odpowiednim podejściem możemy je łowić od wiosny do ostatniego dnia lata.

 

pozdrawiam

Mateusz Jastrzębski