ZASIADKA AUGUSTOWO 11-13.05.2012

Gdy w piątek na koniec pracy dowiedziałem się, że mam wolną sobotę, decyzja była szybka - jadę na Augustowo. Już wtedy wiedziałem, że będzie super. Pakowanie sprzętu zajęło mi pół godziny. O 19.30 byłem nad wodą.

W powietrzu czuć było zapach deszczu, na niebie widać było gęste czarne chmury. W pośpiechu montuję zestawy i posyłam je do wody. Rozbijałem namiot gdy zadzwoniła żona – powiedziała, że w Rostarzewie już ostro pada. Gdy chowałem ostatnią torbę do namiotu zaczęło padać i u nas, ale udało się – zdążyłem! Nie była to moja pierwsza wyprawa w taką pogodę, więc byłem przygotowany na najgorsze. Namiot porządnie zakotwiczony, na zewnątrz tylko wędki, reszta klamotów pochowana żeby wiatr ich nie porwał, lecz nie spodziewałem się, że tym razem spotkają się nad nami dwie burze! Wrażenia były niesamowite! Ponad godzinę ostro wiało, błyski co kilka minut rozjaśniały niebo a grzmoty były tak strasznie głośne, że nie słyszałem własnych myśli. Po 21-szej uspokoiło się i nad wodą zapanowała cisza.

W końcu był czas na przywitanie się z kolegami. Noc minęła bez brań. O 5.40 budzi mnie dźwięk centralki - wskakuję w wodery i do wody! Zacinam, czuję, że na kiju jest coś większego. Hol przebiega spokojnie. Już prawie widziałem rybę w podbieraku, gdy nagle ostro odbiła w lewo i zaparkowała w trzcinach. Na nic były moje starania - po kilku minutach wyciągam zestaw ale bez ryby. Poczułem się strasznie! Zgubiła mnie rutyna. Byłem zbyt pewny sukcesu i nie doceniłem naszych wspaniałych karpi. Zmieniłem kulki, donęciłem łowisko i posłałem zestaw w to samo miejsce. W oczekiwaniu na kolejne branie poszedłem zobaczyć co u Macieja. Wypiliśmy kawę. Przez całą noc nie miał brania wymieniliśmy się pomysłami na kolejne godziny zasiadki i wróciłem do siebie. Zjadłem śniadanko i po 9-tej kolejne branie. Zacinam i po kilku sekundach ryba puszcza - zwijam wędkę i oglądam zestaw. Za radą Bogusia zmieniam haczyk. Poranek mija na porządkowaniu  przyponów i rozmowach z przechodzącymi wędkarzami. Godzina 11-ta, rozlega się dźwięk sygnalizatora. Wskakuje do wody i po kilku minutach w podbieraku ląduje karpik 3,5 kg. Robimy fotki i ryba wraca do wody. Wszystko widzi Paweł, który korzystając z przerwy w szkoleniu postanowił nas odwiedzić.

Do wieczora cisza nic się nie dzieje. Po 18-tej odwiedzają nas żony z naszymi pociechami. Robimy grilla. Dzieci się bawią. Wspólna kolacja to wspaniały sposób połączenia naszej pasji z rodziną.

Po 21-szej idziemy z wizytą do kolegów Macieja i Arka. Są świetnie wyposażeni i przygotowani na każdą okazję. Za namową Macieja biorą swoją łódkę i sondują  nasze miejscówki, dzięki czemu lepiej poznajemy wodę. W głowie rodzą się nowe pomysły. Maciej korzysta z okazji i zestawy wywozi łódką. Robi się ciemno. Pełni nadziei na brania dużych karpi wracamy do swoich namiotów i idziemy spać.

 

O 4.30 ze snu zrywa mnie centralka. Zakładając wodery słyszę jak ryba wyciąga żyłkę z kołowrotka! W głowie zaświtała myśl - to nie jest mała ryba! Choć oczekiwania były większe, to radość była ogromna, gdy na macie wylądował karpik o wadze 5,8 kg. Z daleka słyszę gratulacje od Bogusia. Ryba w worku czeka do godziny 7-mej, kiedy to odwiedza mnie Maciej. Robimy zdjęcia i karp wraca do wody. Jeszcze kiedyś go złowię! Mam nadzieję, że będzie miał wtedy z 15 kg…

Teraz idziemy do Macieja - on też ma czym się pochwalić! Branie miał po 23-ciej. Waga pokazuje 4,9kg. Oczywiście zwraca wolność rybie.

Po chwili idziemy do zaprzyjaźnionego teamu. Koledzy goszczą nas kawą a przy okazji pokazują nam swoje sprawdzone przypony i przynęty na które łowią. O 10-tej zaczynamy się zwijać. Czas wracać do domu. Zamykając bagażnik odwracam się i spoglądam na wodę - niedługo tu wrócimy pełni nowych pomysłów jak dobrać się do tych największych mieszkańców tej wody. I na pewno wam o tym opowiemy!

 

                                                                     Darek Kliks                                     

                                                                     „NO KILL”

{fcomment}